Zawierzona Bogu
2023-06-09Kartka pod poduszką…
2023-06-09Każdy człowiek przychodząc na świat ma jakieś powołanie. I jeśli uda mu się je rozpoznać i zrealizować, jest naprawdę szczęśliwy. Moje powołanie przejawiło się w latach dziecięcych. Ale byłam wtedy zbyt mała i niedojrzała żeby odpowiedzieć Bogu „tak”. Kiedy byłam wśród dziewcząt, koniecznie chciałam zostać siostrą zakonną, ale kiedy przebywałam w towarzystwie chłopców, to od razu o wszystkim zapominałam. Ale Jezus pamiętał o mnie i cierpliwie czekał. Tak jak każda nastolatka marzyłam o czymś dalekim i nieznanym. Jeśli myślałam o zakonie, to o jakimś dalekim. Nie wiem dlaczego, ale nigdy nawet nie brałam pod uwagę klasztoru sióstr Terezjanek, który był tuż obok, do którego nie trzeba było daleko jechać. Wystarczyłoby tylko zrobić parę kroków i zapukać do drzwi. Może dlatego, kiedy pewnego dnia jedna z sióstr Terezjanek poprosiła mnie o pomoc, ja butnie odpowiedziałam, myśląc, że ona po prostu chce mnie zwerbować do swego Zgromadzenia, że nigdy nie będę w jej klasztorze. Ale po upływie trzech lat Jezus powołał mnie właśnie do tego Zgromadzenia.
Odtąd już „nigdy nie mówię nigdy” i patrzę w przyszłość z nadzieją ufając Bożej Opatrzności. Mając 19 lat wreszcie odpowiedziałam Bogu „tak” na Jego wezwanie. Od tego momentu moje życie stało się cudowną a jednocześnie przepełnioną trudnościami pielgrzymką do świętości – małą drogą św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Miałam takie pragnienie, żeby głosić Ewangelię na misjach. Bardzo chciałam gdzieś pojechać, ale po trzech latach spędzonych w Polsce, zrozumiałam, jak bardzo kocham swoją ziemską Ojczyznę, dlatego nie mogę wyjechać na misje. Zresztą i na Ukrainie jest dużo pracy i ktoś to musi robić. W pogodzeniu z Bożymi planami bardzo pomogła mi św. Teresa. Z całego serca ona pragnęła być męczennicą jak święci apostołowie, albo misjonarką, chciała być pokorną jak św. Franciszek z Asyżu, ale Bóg chciał ją mieć wyłącznie tylko dla siebie, w klasztorze klauzurowym. Ona kochała Go tak, jak On pragnął i była posłuszna Jego woli. Realia naszego czasu pozwalają mi lepiej zrozumieć naszego Założyciela Adolfa Piotra Szelążka, który w czasie drugiej wojny światowej pomagał polskim wojskowym. On stał się dla mnie wzorem XXI wieku. Ja też staram się ogarniać modlitwą i miłością ukraińskich wojskowych, którzy bronią ideału wolności, niepodległości jak również ludzkiej godności na mojej ziemi. Trzeba tylko Boga postawić na pierwszym miejscu w swoim życiu i wtedy ono mimo trudności będzie miało sens. Nie trzeba bać się mówić Bogu „tak” w codziennych wyborach swego życia, bo On zna nas bardziej niż my samych siebie.
s. Antonina Puchalska


