Odczytane powołanie
2023-06-09Konkretne wskazówki dla Jezusa…
2023-06-09Sięgając myślą do początków mego powołania muszę wspomnieć Misje Święte w mojej parafii. Był to rok 1984. Misjonarz sercanin głosił na jednej z Mszy Św. kazanie o powołaniu. Mówił, aby odpowiedzieć na nie z odwagą. Do tej pory słyszałam od mojej babci, że siostry zakonne modlą się po łacinie, że aby wstąpić do zakonu to trzeba mieć posag, że będąc blisko Pana to wielka odpowiedzialność za siebie i za innych i że nie można przynieść wstydu rodzinie itd. A ojciec misjonarz przedstawił powołanie zakonne w zupełnie innym świetle…Więc po Mszy Św. wróciłam zadowolona i oznajmiłam wszystkim w domu: „A może bym poszła do zakonu?” Sprzeciw mojej Mamy i Babci był natychmiastowy. Zamilkłam, ale w środku moje powołanie kiełkowało. Zapisałam się na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy.
W Ostrowi Mazowieckiej spotkałam jedną z sióstr Terezjanek - s. Melanię.
Powiedziałam jej, że mam powołanie i chcę wstąpić do zakonu. Siostra dala mi adres do Domu Generalnego. Pisałam listy z s. Urszulą, która zaprosiła mnie do Podkowy Leśnej. Wracając z pieszej pielgrzymki zajechałam do Sióstr. Zobaczyłam ich klasztor - normalny dom, a w nim siostry, które pracują także na zewnątrz – w świecie. Uświadomiłam sobie, że jeśli Pan kieruje mnie tutaj, to niech tak będzie. Wcześniej w duchu żegnałam się ze światem, klasztor wyobrażałam sobie jako zamek z długimi ciemnymi korytarzami, itd.
Wróciłam zadowolona z tego spotkania do domu i zaczęłam po cichu zbierać dokumenty potrzebne do wstąpienia do Zgromadzenia. Spytałam Tatę co o tym sądzi. Powiedział, że mi nie zabrania, że chce jedynie, abym była szczęśliwa. Mamy zdanie już znałam na ten temat… Gdy już wszystko sobie przygotowałam, włącznie z opinią ks. Proboszcza, 8 października wyciągnęłam swoje oszczędności, napisałam list do moich rodziców z podziękowaniem za wychowanie, a pod poduszką zostawiłam tylko kartkę z informacją: POSZŁAM DO ZAKONU. Bez adresu. Wyszłam z domu o czwartej rano, gdy wszyscy jeszcze spali… Nazajutrz moja kochana rodzinka wielce zakłopotana udała się do ks. Proboszcza, który dał im adres do Domu Generalnego w Podkowie Leśnej. Mama wylała morze łez, ale gdy zobaczyła mnie później szczęśliwą serce jej się uspokoiło.
Po wielu latach, na moje 40 urodziny, Tata opowiedział mi niezwykłą historię. Gdy moja mama pojechała do szpitala urodzić mego pierwszego brata, ja bardzo zachorowałam. W nocy tato zawołał na pomoc sąsiadkę, ta jednak powiedziała, by mnie zostawił, ponieważ umieram i nie ma dla mnie ratunku. Tato w rozpaczy zaniósł mnie pod obraz Matki Boskiej Częstochowskiej i powiedział: Maryjo, albo ją zabierz, albo uzdrów i niech wiernie Ci służy przez cale życie. Tata zasnął trzymając mnie na rękach. Rano, gdy się obudził, zobaczył, że byłam zdrowa i nie miałam już temperatury. Pan działa przedziwnie! Ze łzami w oczach spytałam Tatę, dlaczego nie opowiedział mi wcześniej tej historii. Odparł, że nie chciał, bym czuła się w obowiązku spełnić wolę Maryi. A jednak Pan tak pokierował moim życiem, że jestem w Zgromadzeniu Sióstr św. Teresy już przeszło 30 lat. Św. Tereskę poznałam później, będąc już w zakonie, pokochałam ją i cieszę się, że jestem tutaj NA SWOIM MIEJSCU.
s. Weronika Mróz


